Rodzina w gospodarstwie
Nasze miejsce nazywa się „Fiedorów”. Jednym z właścicieli domu opisanego w książce o Malince, autorstwa Bernarda Schirmeisena, jest praprapradziadkiem mojego męża. Ten praprzodek umarł w 1819 roku, czyli udokumentowana historia naszej rodziny w Malince sięga połowy XVIII wieku.
Prowadzimy nasze gospodarstwo razem z mężem Janem i trzema synami. Ja zajmuję się rezerwacją i aktywnym uczestnictwem w pracach koła agroturystycznego a męska część rodziny remontuje dom i reklamuje nasze usługi.
Wszystkim zajmujemy się sami. Boazerie, prace stolarskie i łazienki to efekt pracy mojego męża, mojej i moich dzieci. Od A do Z wszystko robimy sami. Dlatego mówimy, że jeśli ten dom miał dusze i atmosferę to teraz, gdy wszystko przeszło przez nasze ręce ma potrójną duszę. Mąż kocha prace w drzewie. Robi łóżka i stoły. Na pewno kochałby rzeźbiarstwo, ale nie ma na to czasu.
Zaczynaliśmy od zera. Tu były ściany drewniane, nie było podłóg, lecz ziemia, na której położone były deski. Trzeba było podkopać dom, zrobić fundamenty i zrobić wylewki w mieszkaniu. I to wszystko robiliśmy sami. Trochę pomagali nam szwagrowie, którzy są budowlańcami. Mąż nauczył się kładzenia płytek i w tej chwili całkowicie sam wykonuje wszystkie tego typu prace. Tak samo z rurkami centralnego ogrzewania. Dlatego oprócz tego, że mamy agroturystykę i zajmujemy się gośćmi to poza sezonem mamy nieustające remonty. Zawsze tak było.
Poświęciłam się całkowicie agroturystyce, choć wcześniej pracowałam w zupełnie innej branży, w kolejach państwowych. Kiedyś wracałam do domu i miałam święty spokój a teraz nie ruszam się nigdzie bez trzech telefonów. Czasem nie sposób zrobić zakupów, tak dużo gości pyta się o noclegi. Szczególnie przed Sylwestrem. Mimo wszystko nie zamieniłabym tej pracy na nic innego. Lubię utrzymywać kontakt z ludźmi i widzieć ich zadowolenie.
Najmłodszy syn wie, na czym polega biznes agroturystyczny. Ma teraz 14 lat. Zdaje siebie sprawę z dużych obowiązków. Kiedyś moje dzieci nie potrafiły zrozumieć, że gdy nadchodzi sobota i niedziela to mama ma najwięcej obowiązków zamiast zająć się nimi. Teraz nasza rodzina ma więcej czasu dla siebie w tygodniu niż w weekendy.
Gdzie dobrze zjeść i wypocząć w okolicy Wisły?
| GASTRONOMIA, REKREACJA, TURYSTYKA, SPORT, ROZRYWKA | |
|
Szukasz skutecznej reklamy? Ty też możesz mieć nowych gości! Boks tekstowy i Wizytówka - 10 zł! |
|







