Nic nie zastąpi uroków cichej, pięknie położonej kotlinki, w której leży nasze gospodarstwo. Ustronne miejsce zapewnia nam czystą wodę, którą czerpiemy wprost ze źródła wypływającego w pobliskim lesie. Szum strumienia wijącego się obok naszego domu ukoił już niejedną skołataną wielkomiejską głowę. U nas odpoczniesz z dala od zgiełku miasta, wyciszysz się i z nową energią wrócisz do swojego domu.
Goście którzy już do nas raz przyjechali, często do nas wracają. Każdy ich następny wypoczynek u nas, pozwala na bliższe poznanie, co sprawia że czują się jak w domu.
W naszym gospodarstwie można zorganizować imprezy okolicznościowe, urodziny, spotkania integracyjne, sylwester, bale przebierańców, biesiady przy ognisku.
W sezonie raz w tygodniu gospodyni organizuje wspólne grilowanie dla gości:) Jest kiełbaska, smalczyk, herbatka z zielin, ogóreczki własnej roboty.
Od grudnia do marca gości u nas zima i nawet, jeśli w centrum Wisły śniegu jest jak na lekarstwo to w Malince jest przysłowiowa „kraina wiecznych śniegów”. Jeśli nocą padał śnieg, a rankiem wstanie słońce i rozpromieni otulone śniegiem choinki to uwierzcie mi – nie ma piękniejszego widoku. Mieniące się w słońcu płatki śniegu są piękniejsze niż brylanty.
Przygotowuję smalczyk, który jest moją specjalnością. Robię sałatki i kiełbaski. Zwyczajowo raz w tygodniu, najczęściej w środę albo w czwartek, zapraszam gości na ognisko.
Pierwszego dnia, gdy goście rozpakują się, częstuję ich kawą, herbatą i czymś słodkim. Potem pytam ich o upodobania kulinarne - co lubią a czego sobie nie życzą (na przykład dzieci zwykle nie lubią zieleniny w zupie).
Podczas wiosennych roztopów, potok płynący zwykle leniwie obok naszego domu przybiera mocno na sile. Przez pozostałą część roku jest miejscem wspaniałej zabawy dla dzieci. Dorośli chłodzą w nim stopy podczas największych upałów. Końcem kwietnia, jeśli aura sprzyja, napuszczamy wodę do basenu, bo na weekend majowy pierwsi śmiałkowie otwierają sezon kąpielowy...
W niepogodne dni począwszy od czerwca a skończywszy na wrześniu, pod korzeniem orzecha mieszkają salamandry. Gdy pada deszcz wychodzą na podwórko, czasem dwie, trzy na raz. Siedzimy sobie nieraz przy kominku, grillujemy a one stoją i patrzą na nas.
W ogrodzie stoi czereśnia, która pięknie kwitnie. Brzęczą pszczółki i fruwają motylki. Jest sielsko i przyjemnie.
Malinka obfituje w nazwy dziwne i zaskakujące. Jedne pochodzą od nazwiska a inne obrazują coś charakterystycznego, spotykanego tylko w danym miejscu. Mówi się na przykład, że idziemy do Podkłudzi, chociaż to nie jest ich nazwisko. Z kolei niedaleko nas, jest wysoko położony domek i odwiedzając ich mówimy, że idziemy Nadbyrtki, ale rodzina nazywa się zupełnie inaczej. Prawdopodobnie wzięło się to stąd, że kiedyś w Malince nie było ulic a jedynie posługiwano się numerami. My mieliśmy numer 598.
Polecamy wysokogórską siatkówkę na naszej łące i koszykówkę z jednym koszem. Wiosną kupujemy dodatkowy sprzęt na przykład ringo. Rowery wypożyczamy za darmo, ale pod warunkiem, że goście sami je naprawią, jeśli coś ulegnie uszkodzeniu. Do dyspozycji są trzy duże, dwa małe. W świetlicy można zagrać w tenisa stołowego,piłkarzyki,mini hokej.
"Pobyt u Beatki był wspaniały. Nasza 5 letnia Majeczka była zachwycona wszystkim.Pan Jarek wspaniale uczył ją jazdy na nartach,ma niesamowite podejście do dzieci. (...)
Serdeczne podziękowania dla gospodarzy domu za miłe nas tu ugoszczenie, piliśmy, paliliśmy i świetnie się bawiliśmy. Bo świetna zabawa to ferii podstawa!