Rodzina w gospodarstwie
Agroturystykę zapoczątkowali moi teściowe. Mieli bardzo duże gospodarstwo, ale gdy zabrano im ziemię zaczęli zastanawiać się nad przyszłością. Wybudowali mały budynek, który stopniowo powiększali i tak powstała „Anna”, którą odziedziczył brat męża.
Potem przyszła nasza kolej. Wspólnie z mężem Pawłem, zaczynaliśmy od początku, budując dom „Karina” obok „Anny”. Nie konkurujemy ze szwagrem. Wprost przeciwnie - staramy się stworzyć tu rodzinną enklawę. Dużo prac wykonujemy wspólnie, np. brukowanie ulic, parkingów. Polecamy sobie wzajemnie gości.
Nie chcemy rozbudowywać budynków, wystarcza nam to, co jest. W przyszłości wszystkie pokoje, razem z tymi, gdzie mieszkamy, planujemy oddać pod wynajem a dla siebie postawić mały domek gdzieś w pobliżu.
Nie wyobrażam sobie innej pracy. Robię to, co lubię, choć chciałam kiedyś być pilotem wycieczek - ukończyłam wiślański „Patelniok” na kierunku hotelarstwo.
Oboje z mężem pochodzimy z Wisły.Babcia męża pochodziła z Czarnego, a dziadek z Brennej. Mama teściowej wychodziła trzy razy za mąż i trzy razy została wdową. Jej pierwszy mąż zginął podczas I Wojny Światowej, została z dwójką małych dzieci, choć była jeszcze młoda. Z drugim mężem nie miała dzieci a z trzeciego małżeństwa urodziła się moja teściowa. Rodzina jest bardzo duża. Utrzymanie bliskich kontaktów jest sporym wyzwaniem. Mamy rozrysowane rozłożyste drzewo genealogiczne. Teść był bardzo znaną (mówimy tu „widzianą”) postacią w Wiśle: prezes banku spółdzielczego, prezes koła łowieckiego a na dodatek miał kilka funkcji społecznych. Szwagier przez 8 lat był burmistrzem naszego miasta.
W naszych rodzinach mamy długie tradycje łowieckie. Mąż studiował leśnictwo i pod swoją pieczą ma las, naszą własność, który jest jednocześnie rejonem jego polowań. Pasję łowiecką przejął po ojcu. W kole łowieckim poluje się od października do grudnia. Przez pozostałą część roku trzeba dbać o las i zwierzęta. Myślistwem zajmował się też mój dziadek a obecnie jego dwaj synowie i mąż mojej siostry.
Kiedyś, podobnie jak moja mama i ciocia, śpiewałam w chórze kościelnym „Ewangelicki Chór Wiślański”. Potem myślałam o powrocie, ale zaczęła się praca, urodziłam trójkę dzieci - Ewę, Grzegorza i Pawła, więc musiałam przerwać śpiewanie. Cieszę się, że córka poszła w moje ślady. Ukończyła 6-letnią szkołę muzyczną. Pięknie gra na flecie prostym .
Mamy taka rodzinną tradycję, że najmłodszy męski potomek otrzymuje imię Paweł. Mój syn jest już czwartym pokoleniem o takim imieniu. Imię Paweł miał pradziadek, dziadek, ma mój mąż i teraz syn. Nie wiem skąd się to wzięło.
Lubimy aktywnie spędzać wolny czas. Latem, jeździmy na rowerach a zimą, przynajmniej raz w roku, wyjeżdżamy na intensywny urlop z nartami. Poza tym, moja córka kocha jazdę konną .Młodszy podąża ich śladami.
Gdzie dobrze zjeść i wypocząć w okolicy Wisły?
| GASTRONOMIA, REKREACJA, TURYSTYKA, SPORT, ROZRYWKA | |
|
Szukasz skutecznej reklamy? Ty też możesz mieć nowych gości! Boks tekstowy i Wizytówka - 10 zł! |
|













