Rodzina w gospodarstwie
W naszej rodzinie tradycja agroturystyczna sięga lat pięćdziesiątych XX wieku. W malutkim drewnianym domu, który w tej chwili stoi pod skocznią w Malince, były trzy pokoje, które ojciec mojej teściowej wynajmował letnikom. Był stolarzem, więc wszystko robił sam – okna, drzwi, meble i inne wyposażenie. Całe szczęście, że rodzina mogła wtedy liczyć na nieocenioną pomoc cioci z Ameryki, bez której nic by nie powstało. Mama pamięta czasy, gdy nie było jeszcze domów wczasowych a na weekendy przyjeżdżali do nas autobusami górnicy. Nie było dla wszystkich miejsca, więc sporo z nich nocowało w szopce na sianie.
Zdarza się, że przyjeżdżają do nas dzisiaj dzieci, wnuki i prawnuki turystów z tamtych dawnych czasów. W zeszłym roku mieliśmy gościa, który odwiedził nas po 30 latach. Był zaskoczony zmianami, które przez ten czas się dokonały. Mamy księgę gości, którą prowadzimy od 1977 roku a w jadalni wisi nasz ulubiony obraz, na którym malarz uwiecznił widok gospodarstwa z lat pięćdziesiątych. Widać na nim, że za naszą posiadłością w dolinie Gościejów nie było jeszcze żadnych drzew i domów. W ogrodzie zaczynały rosnąć drzewka, które dziś są bardzo okazałe i chronią gości przed promieniami słońca.
Wcześniej było tu 6 hektarów prawdziwego gospodarstwa. Tam gdzie teraz jest jadalnia pasły się konie, krowy, świnki a w miejscu stawu był obornik. Jeszcze w 1996 roku hodowaliśmy owieczki i kury, dla których wydzieliliśmy dużą część dzisiejszego ogrodu. Od niedawna zmuszeni jednak byliśmy to wszystko zmienić. Duża część naszych gości oczekiwała kontaktu z naturą, ale bez tego, co dla nich nieprzyjemne – zapachów obornika, odchodów zwierząt i głośnego piania koguta o świcie. Dlatego zrezygnowaliśmy z uprawy oraz hodowli i udostępniliśmy cały ogród dla turystów. Ludzie bardzo to cenią, bo w tej chwili mają do swojej dyspozycji ponad 60 arów zieleni.
Od 1996 roku prowadzimy nasze gospodarstwo wspólnie – synowa Natasza z teściową Marią. Pomimo, że jesteśmy nieco inne i mamy różne podejście do kilku spraw to dobrze się rozumiemy w sprawach dotyczących naszego turystycznego interesu. Patrzymy optymistycznie na świat i zaliczamy się od osób aktywnych.
Teściowa należy do bardzo odważnych i ciekawych ludzi. Dla niej nie ma rzeczy niemożliwych. Była kiedyś w kadrze olimpijskiej skoczków narciarskich i biła rekordy Polski. Do dziś uwielbia podróżować. Z podróży po Austrii, Szwajcarii i Szwecji przywiozła pomysł na ukwiecanie domów, przez co zdobyliśmy kilka nagród za najbardziej ukwiecony dom w Wiśle. Ma wielkie serce do kwiatów. Mówimy u nas w rodzinie, że „mamie rosną kwiatki nawet na betonie”.
Moją pasją była i jest nadal siatkówka. Dzielimy ją wspólnie z mężem Januszem i staramy się zaszczepić nią naszych synów – Jakuba i Mikołaja. Chcielibyśmy kiedyś zrobić boisko do siatkówki plażowej gdzieś na terenie naszego ogrodu. Razem z mężem jesteśmy rodowitymi Wiślakami, choć niektórzy z gości, z powodu mojego imienia sądzą, że jestem Rosjanką. Tak naprawdę urodziłam się dwa domy obok a koleje losu sprawiły, że pomimo przeprowadzki moich rodziców do innej części Wisły, wróciłam z powrotem w pobliże domu ze swojego dzieciństwa.
Gdzie dobrze zjeść i wypocząć w okolicy Wisły?
| GASTRONOMIA, REKREACJA, TURYSTYKA, SPORT, ROZRYWKA | |
|
Szukasz skutecznej reklamy? Ty też możesz mieć nowych gości! Boks tekstowy i Wizytówka - 10 zł! |
|









