Rodzina w gospodarstwie
Na prowadzenie wyciągu narciarskiego namówili nas znajomi. Osprzęt kupiliśmy w Wiśle-Głębcach, ale okazało się, że był w gorszym stanie niż przypuszczaliśmy. Musieliśmy dokupić dolną i górną stację oraz jedną podporę pod linę. Mąż, konstruktor z zamiłowania i pasjonat techniki, zmienił w nim praktycznie wszystko. Można powiedzieć, że przez wszystkie te lata skonstruował go od zera. Z poprzednich wyciągów nie zostało nic.
Na odpoczynek mamy mało czasu. Jest dużo codziennej pracy w gospodarstwie i przy wyciągu (obsługa, remonty, ratrakowanie). Wstajemy o czwartej rano, żeby ze wszystkim zdążyć. Samo ratrakowanie trwa co najmniej godzinę. Odpoczywamy w niedzielę spacerując po okolicznych górach. Wszyscy jesteśmy ich miłośnikami i cały czas mamy w pamięci nasze wspólne, rodzinne wyprawy w polskie i słowackie Tatry.
Odkąd pamiętam moja rodzina mieszka w Głębcach a gospodarstwo prowadzę razem z mężem, rodowitym góralem. Pomagają nam dzieci: Jola, Ania i Andrzej. Historia rodziny męża sięga na pewno, co najmniej 150 lat wstecz, kiedy to jego ojciec wybudował dom na fundamentach drewnianej, stuletniej chałupy.
Obecnie została nam jedna krowa, dawniej były świnie i owce. Z owcami mieliśmy sporo roboty i specjalnie dla nich trzeba było wybudować drewnianą szopę, bo w murowanej niszczyła się wełna.











