Rodzina w gospodarstwie
Niedawno, bo od 2006 roku, zaczęliśmy zajmować się agroturystyką. Kiedyś, razem z dziećmi, mieszkaliśmy na dwóch piętrach, ale gdy każde wyprowadziło się do własnych domów, połowa domu stała pusta. Zainwestowaliśmy w remonty pokojów i obejścia, sami wyremontowaliśmy strych, zbudowaliśmy chatę grillową w ogrodzie.
Początki były trudne, ale mogliśmy liczyć na znajomych, którzy byli pierwszymi gośćmi. Pomagała nam też Pani Aniela Mitręga, z koła agroturystycznego, polecając nas wśród swoich gości.
Nazwę „Obłańska”, wiele lat temu, wymyśliła babcia mojego męża. Pochodziła z Wisły-Obłaziec. Gdy wyszła za mąż, przeprowadziła się do Malinki i tu wybudowała ładny drewniany domek z balkonami - wtedy najładniejszy w okolicy.
Utrzymanie wszystkiego byłoby bardzo trudne, gdyby nie pomoc męża. Dzięki niemu, goście odpozywają w ogrodzie na krótko przyciętej trawce. Zawsze mogę też liczyć na pomoc córki, mieszkającej razem z nami. Pozostała część rodziny, żyjąca w sąsiedztwie gospodarstwa, nie zajmuje się agroturystyką.






