Rodzina w gospodarstwie
Wynajmujemy pokoje od 2006 roku. Wcześniej pracowałam w gastronomii i zawsze miałam kontakt z ludźmi. Razem z mężem wybudowaliśmy dom z cegieł. Kiedyś była tu drewniana chata po moich rodzicach a jeszcze dawniej stał tylko szałas dla pasterzy. Razem z czwórką rodzeństwa, mamą i ojcem, mieściliśmy się w dwóch dużych pomieszczeniach – kuchni i sypialni.
Planowaliśmy, budując tak duży dom, wynajmowanie pokoi. Później miał tu mieszkać mój brat, ale pojechał do Łodzi i tam został. Po kilku remontach postanowiliśmy ruszyć z agroturystyką. Pomaga mi mąż i piątka dzieci - Paweł, Grażyna, Sławek, Ania i Łukasz. Wszyscy sprzątają, pilnują ognia w piecu i przyjmują gości.
Goście pytają, jak żyje się nam w zimie, tak wysoko. A ja odpowiadam, że przyzwyczaiłam się. Do centrum schodzimy 20 minut piechotą. Gorzej z wejściem, ale dla chcącego nic trudnego. Zwykle wstaję o 7:00, sprzątam i robię śniadanie na życzenie wczasowiczów. Potem, jeżeli trzeba robię obiadokolację. Wieczorami, gdy goście robią grilla, przysiadamy się na ich zaproszenie.











