Nie sposób oprzeć się zapachom domowych obiadów
Przygotowuję smalczyk, który jest moją specjalnością. Robię sałatki i kiełbaski. Zwyczajowo raz w tygodniu, najczęściej w środę albo w czwartek, zapraszam gości na ognisko.
Pierwszego dnia, gdy goście rozpakują się, częstuję ich kawą, herbatą i czymś słodkim. Potem pytam ich o upodobania kulinarne - co lubią a czego sobie nie życzą (na przykład dzieci zwykle nie lubią zieleniny w zupie).
Goście przepadają za swojskimi serami doprawionymi czerwonym pieprzem. Do grilla przygotowuję cacyki z ogóreczkiem i czosnkiem. Okazjonalnie częstuję moimi nalewkami. Świeżutka zieleninka potrzebna do przygotowania wszystkich potraw pochodzi wprost z naszego ogródka.
Wyżywienie nie jest obowiązkowe. Są goście, którzy nie wykupują wyżywienia, ale po dwóch dniach, gdy poczują zapachy unoszące się w domu, kupują obiady. Dostosowuję pory posiłków do potrzeb gości. Obiadokolacje podaję do 18.00. Nie robię śniadań. Goście przygotowują je w aneksie kuchennym i jedzą przy stolikach a nie w pokojach.
Deserem po obiedzie są ciasta domowej roboty. Dla dzieci (i nie tylko) można zamawiać połówki dań. W piątki najczęściej jest ryba, a w tygodniu jakiś rodzaj mięsa, dwie surówki, kompot i deser.
Na Wigilię jest zawsze 12 naszych potraw: chleb, barszczyk z uszkami, grzybowa z łazankami, karp smażony, dwa rodzaje kapusty - z grzybami i grochem, śledź w oleju i w śmietanie, sałatka jarzynowa, makówka, makowiec, ciasteczka drobne, orzechy, bakalie.









